O kalinie

Kalina Hlimi – Pawlukiewicz ps. KALINA to artystka wszechstronna – muzyk, aktorka, improwizatorka, scenarzystka.

Ukończyła średnią szkołę muzyczną. Gra na harfie i na fortepianie. Od najmłodszych lat pisze wiersze i komponuje. Absolwentka PWST we Wrocławiu, PWSFTViT w Łodzi oraz Wajda School w Warszawie. Szerszej widowni znana z ekranu: m.in. „Kryminalni”, „Barwy szczęścia”, „Ojciec Mateusz”, „Pręgi”, „Nowy Świat”,  „W rytmie serca” czy “Nightwatching”.

Zadebiutowała w spektaklu muzycznym rolą Panny Młodej w “Krwawym Weselu” Federico García Lorki na deskach Łaźni Nowej w Krakowie. Występowała między innymi na scenie Teatrów Studio i Dramatycznego w Warszawie. Jest autorką pomysłu i scenariusza teledysku do utworu „Naked” Pati Sokół oraz współzałożycielką teatralnej grupy improwizatorskiej „Maki Boskie”.

Jest wegetarianką i propagatorką zdrowego stylu życia. Angażuje się w akcje społeczne na rzecz zwierząt oraz osób starszych. Wystąpiła między innymi w kampanii “Zwierze to nie prezent”, czynnie wspiera Dom Artysty Weterana w Skolimowie.

Obecnie pracuje nad płytą, na której znajdą się jej autorskie kompozycje oraz teksty. Premiera albumu planowana jest jesienią 2017 roku. Tymczasem single “Nawet jeśli” oraz “Pamiętam Cię” zdobyły listę przebojów Polskiego Radia dla Ciebie (RdC).

Kalina o sobie:

Życie mnie nie inspiruje, raczej jest zapalnikiem. Piszę w natchnieniu – muzyka i tekst wychodzą ze mnie równocześnie i są nierozerwalne.

Ciężko mi się pisze dla innych. Miałam jedną nieudaną próbę napisania piosenki dla wokalistki. Chciała, żebym napisała od serca. Gdy piszę od serca, to piszę z myślą o sobie. Chyba, że miałabym napisać żart muzyczny, albo pastisz – wtedy nie ma problemu, mogę sypać z rękawa. Bywa, że podmiotem lirycznym moich utworów nie jestem do końca ja, ale na przykład lepsza ja, dziwna ja.

Często wcale nie myślę tego, o czym traktuje tekst, ale sprawdzam jakby to było, gdybym tak myślała.
To mnie z jakiegoś powodu rozluźnia, daje szerszy obraz.

Byłam bardzo długo słaba z polskiego. Możliwe, że mam jakąś odmianę dysleksji, ale jednocześnie dobry słuch muzyczny. Moje błędy polegały na bezpośrednim odwzorowywaniu tego, jak ludzie wokół wymawiali słowa – pisałam je tak, jak je słyszałam. Ortografia była nie do ogarnięcia, musiałam wbić na blachę jej zasady.

Wychowałam się na piosenkach Cohena, Cata Stevensa i Barbary, francuskiej piosenkarki. Białoszewski, Mrożek. Autoironia i czarny humor były językiem, którym mówiło się w moim domu rodzinnym. Słowa miały dla mnie zawsze podwójne lub potrójne znaczenie.